Ustaw jako stronę startową

Witam serdecznie :)

NATO

Temat: Czy NATO powinno otrzymać prawo do ingerencji zbrojnej w sytuacjach zagrażających bezpieczeństwu międzynarodowemu? Uzasadnij swoje zdanie.

By w jasny i konstruktywny sposób móc odpowiedzieć na postawione wyżej pytanie należy zadać inne, w gruncie rzeczy niemniej skomplikowane. Trzeba uzmysłowić sobie, interesy, jakich państw są w ramach struktur NATO zabezpieczane a których krajów mogą być w jakikolwiek sposób zagrożone. 

Czy istnieje, zatem niebezpieczeństwo, że jeśli sojusz przekroczy w przyszłości swoje dotychczasowe uprawnienia dojdzie do wybuchu kolejnego konfliktu światowego i pojawienia się
nowego wcielenia zimnej wojny? Już sam fakt zaangażowania struktur NATO w operację w Afganistanie czy Iraku pokazuję jak długotrwałym i niezwykle żmudnym procesem jest budowa państwa demokratycznego na totalitarnym i synkretycznym gruncie. O ile o misji w Afganistanie nie mówi się na razie zbyt wiele, chodzi tu głównie o liczbę ofiar (w tym przede wszystkim Polaków) to kraj, leżący pomiędzy Tygrysem a Eufratem budzi ogromne kontrowersje. 

Większość amerykańskich speców od image uważa, że zaangażowanie się U.S.A. w konflikt w tym rejonie świata było największym błędem, cieszącego się już tylko marginalnym zaufaniem Amerykanów Georgea Walkera Busha juniora. 

Na początku stulecia widzimy wyraźnie, że bezpieczeństwo jest niepodzielne, nie można oddzielać jego zewnętrznych i wewnętrznych aspektów. Nowe zagrożenia wymagają stałej współpracy. Autonomiczny, europejski system bezpieczeństwa jeszcze nie istnieje i nie ma na razie poza NATO, żadnej innej międzynarodowej instytucji, gotowej sprostać globalnym zagrożeniom. Bezpieczeństwo narodowe rozpatrywane musi być w kontekście bezpieczeństwa światowego, a sojusz północnoatlantycki jest środkiem służącym jego umocnieniu. Polska, tak jak i żadne inne państwo nie jest w stanie zorganizować sobie podstaw trwałego bezpieczeństwa samodzielnie. 

Musi je tworzyć wspólnie z innymi krajami. Sytuacja w momencie powstania organizacji paktu północnoatlantyckiego w kwietniu 1949 roku była zgoła odmienna od występującej dzisiaj, na początku XXI wieku. Związek Radziecki nie istnieje już od ponad 15 lat, razem z nim zakończył swoją działalność Układ Warszawski. Na świecie znaczącą rolę odgrywa tylko jeden kraj. Jedyne państwo mogące szczycić się mianem supermocarstwa to Stany Zjednoczone. Rosja to na razie nie ta kategoria wagowa. U.S.A. jest także naturalnie państwem dominującym w NATO. Spośród wszystkich jego 26 członków to właśnie Amerykanie mają najwięcej do powiedzenia w decydujących kwestiach, dotyczących interwencji w państwach zagrażających międzynarodowemu pokojowi i stabilności, nie tylko zresztą politycznej lecz coraz częściej również gospodarczej.             

Jeśli zatem używa się określenia NATO to w większości przypadków termin ten może być rozumiany, zwłaszcza w krajach wrogo nastawionych do sojuszu, jako związek Amerykanów i ich europejskich popleczników. Niechętnie nastawieni do paktu są nie tylko Arabowie czy kraje byłego Związku Radzieckiego, w tym oczywiście również sama Rosja, ale niestety nawet w kręgu państw należących do organizacji zdarzają się przypadki odmienności zdań w niezwykle kluczowych sprawach najwyższej wagi. Wiele krajów tzw. starej UE pragnie realizacji zawieszonego obecnie projektu Europejskiej Wspólnoty Obronnej, mogącego stanowić swoistą przeciwwagę dla NATO. 

Problem ten jest jednak złożony. Po pierwsze nie wiadomo do końca czy chodzi, w przypadku pozytywnego rozpatrzenia sprawy EWO, o rozwiązanie paktu północnoatlantyckiego, czy też znaczne jego zredukowanie. Bowiem część krajów Europy Zachodniej z pewnością wystąpiłaby ze struktur NATO by stworzyć EWO i prawdopodobnie żądałaby tego samego od pozostałych państw. Wtedy w wielu narodach rozgorzała by dyskusja, co byłoby lepsze sojusz z USA czy może ze zjednoczoną Europą. Moim zdaniem właściwe wydaję się istniejące rozwiązanie z tymże wszystkie kraje należące do UE powinny równocześnie być członkami NATO, wtedy sprawa byłaby jasna i oczywista. Ambicje przywódców muszą ustąpić miejsca realnemu interesowi, bowiem skłócona i rozdrobniona Europa, (dla której problemem staję się chociażby zapis o wartościach chrześcijańskich, a co dopiero sprawa ewentualnego wypowiedzenia wojny jakiemuś mocarstwu w przyszłości) będzie tylko marionetką w rękach, czy to U.S.A. czy też neo - ZSRR czyli Rosji i jej sojuszników. 

Po drugie w przeciwieństwie do chociażby ONZ (nie mówiąc już o będącym w sferze pobożnych życzeń EWO) pakt północnoatlantycki dysponuje siłami szybkiego reagowania, które zapewniają możliwość błyskawicznego przerzucenia wojsk w wybrany rejon konfliktu. Wspólny interesem wszystkich państw, określających się jako w pełni demokratyczne powinna być stabilizacja międzynarodowa i usuwanie nowych konfliktów. Naszym sojuszniczym obowiązkiem i dowodem bycia niezawodnym i trwałym ogniwem północnoatlantyckiej wspólnoty było wzięcie udziału w koalicji irackiej, mającej prowadzić do odbudowy struktur tego arabskiego państwa i zapewnienia bezpieczeństwa Irakijczykom. Nasz kraj od momentu wejścia do NATO uzyskał m.in.: jakościową przemianę w międzynarodowej sytuacji, warunki bezpieczeństwa, które przedtem nie istniały, eliminację jakiegokolwiek zagrożenia, integrowanie się Polski w Europie i jednocześnie ograniczenie ewentualnego zagrożenie ze Wschodu. Z organizacji zbiorowej obrony pakt zmienił się w organizację bezpieczeństwa zbiorowego. 

Czynnik militarny przestał determinować stan stosunków międzynarodowych, a tradycyjne wojskowe funkcje zostały poszerzone o możliwość prowadzenia operacji pokojowych, humanitarnych i ratowniczych również poza obszarem jego państw członkowskich. Głoszone przez przedstawicieli neoliberalnej szkoły stosunków międzynarodowych teorie, że Pakt stanowi nie tylko sojusz dla zapewnienia wspólnej obrony, ale przede wszystkim wspólnotę podzielanych wartości, wyznaczyły kierunek jego dalszego rozwoju.


Według mnie w przeszłości miało miejsce wiele istotnych wydarzeń, które to skutecznie przemawiają na korzyść przyznania NATO jeszcze większych kompetencji dotyczących interwencji w niebezpiecznych dla światowego status quo państwach. W 1995 r. NATO, widząc krach misji pokojowej ONZ w Bośni, zdecydowało się na wysłanie kontyngentu w celu nadzorowania porozumienia pokojowego zawartego w Dayton (USA) w listopadzie 1995 r. między stronami konfliktu, które były reprezentowane przez prezydentów Bośni A. Izetbegovica, Chorwacji F. Tudjmana oraz Serbii S. Milosevicia. Największy kontyngent wystawiły Stany Zjednoczone - 20 tys., a następnie Wlk. Brytania – 14 tys., Francja – 10 tys., Niemcy – 4 tys., a po 2 tys. Włochy i Holandia. Polska jako uczestnik programu „Partnerstwo dla Pokoju” wysłała brygadę spadochroniarzy. Ogółem kontyngent liczył 60 tys. żołnierzy. W operacji brali udział także żołnierze z Rosji, ale nie podlegali oni dowództwu Sojuszu.               

W marcu 1999 r. NATO zaangażowało się w pierwszy konflikt zbrojny w Kosowie. Trwająca ponad 11 tygodni akcja militarna, związana z bombardowaniem Jugosławii zakończyła się w czerwcu tego samego roku. W wyniku nalotów śmierć poniosło, co prawda ponad 2 tys. mieszkańców, lecz działania sojuszu doprowadziły do zaprzestania prowadzenia czystek etnicznych dokonywanych przez armię serbską w Kosowie.              

Dzień po zamach na World Trade Center (11.09.2001r.) NATO po raz pierwszy w swojej historii uruchomiło procedury związane z tzw. Artykułem 5. Traktatu Północnoatlantyckiego z kwietnia 1949r. stanowiącego, że atak na jedno z państw należących do organizacji stanowi zarazem napaść na wszystkich jej członków.             

Inne istotne misję pokojowe i zadania postawione przed Sojuszem to m.in.: 1)      Misja pokojowa IFOR w Bośni i Hercegowinie, prowadzona między 20 grudnia 1995 a 20 grudnia 1996. 2)      Misja pokojowa SFOR w Bośni i Hercegowinie, prowadzona między 21 grudnia 1996 a 2 grudnia 2004. 3)      Obecność Kosovo Force (KFOR) w Kosowie od 12 czerwca 1999 roku. 4)      Zabezpieczenie Cieśniny Gibraltarskiej po 11 września 2001 r. w ramach operacji Active Endeavour. 5)      Obecność Międzynarodowych Sił Wspierających Bezpieczeństwo (ISAF) w Afganistanie od grudnia 2001 roku. 6)      Wsparcie logistyczne Unii Afrykańskiej w Darfurze w 2005 r. 16 kwietnia 2003 NATO wyraziło zgodę na przejęcie w sierpniu tego samego roku dowództwa nad Międzynarodowymi Siłami Wspierającymi Bezpieczeństwo (ISAF) w Afganistanie. Decyzję taką podjęto na prośbę Niemiec i Holandii, które dotychczas dowodziły operacją ISAF. 19 ambasadorów. NATO podjęło decyzję jednomyślnie. Przekazanie dowództwa nastąpiło 11 sierpnia. Była to pierwsza w historii sytuacja, w której NATO prowadziło operację poza
regionem północnego Atlantyku. Pierwotnie kontrolę nad misją ISAF miała przejąć Kanada.                                                                                    

Międzynarodowe Siły Wspierające Bezpieczeństwo (ang. International Security Assistance Force - ISAF) – struktura militarna istniejąca w ramach NATO, zajmująca się utrzymaniem pokoju w Afganistanie. Stworzona decyzją Rady Północnoatlantyckiej w grudniu 2001, liczy 6500 osób. Początkowo podstawowym zadaniem ISAF było odbicie Kabulu oraz pobliskiej bazy lotniczej w Bagram z rąk talibów oraz nieformalnych grup zbrojnych, w celu zapewnienia bezpiecznego działania administracji przejściowej pod wodzą Hamida Karzaia.         

N a początku dowództwo nad misją ISAF obejmowane było rotacyjnie, co pół roku przez państwa w niej uczestniczące, jednak większość z nich niechętnie przyjmowała tą rolę. Podjęto decyzję o przekazaniu dowództwa Sojuszowi Północnoatlantyckiemu, co nastąpiło 11 sierpnia 2003. Była to pierwsza sytuacja, w której wojska NATO brały udział w operacji poza Ameryką Północną i Europą. Tego samego dnia Richard Burns, ambasador Stanów Zjednoczonych do spraw NATO, zaproponował na łamach Wall Street Journal, aby rozszerzyć zakres działania ISAF poza Kabul. Jednym z pomysłów było, by wojska ISAF współpracowały z amerykańskimi zespołami odbudowy prowincji, które działały już poza Kabulem, starając się zaprowadzić porządek na terenie państwa. Rzecznik NATO Mark Laity oświadczył wówczas, iż ISAF będzie działał jedynie w ramach przyznanego mu mandatu, tj. tylko w rejonie Kabulu.                                                                      

Faktyczna działalność ISAF w dużej mierze ograniczona jest do obszaru stolicy kraju Kabulu. Powodem są m.in. braki kadrowe (szacowane na ok. 10 tys. żołnierzy), dlatego też odpowiedzialność za bezpieczeństwo na terenie całego kraju miała być przekazana Afgańskiej Armii Narodowej. 13 października 2003 Rada Północnoatlantycka podjęła jednogłośnie decyzję o rozszerzeniu misji. Sprzeciwił się temu premier Kanady Jean Chrétien, który oświadczył, iż wojska kanadyjskie, stanowiące niemal połowę ISAFu, nie będą uczestniczyły w operacji poza Kabulem.                                                                        

W marcu 2003 w skład wojsk ISAF wchodziło 4700 żołnierzy z 28 państw. W sierpniu natomiast wojska ISAF składały się z około 5000 żołnierzy z 30 państw. 90% sił oddelegowanych zostało przez państwa członkowskie NATO. Największy kontyngent, liczący 1950 żołnierzy, należał do Kanady. Inne źródła sugerują, że w tym samym czasie w Afganistanie służyło 2000 żołnierzy niemieckich. Również Rumunia posiadała wówczas na terenie Afganistanu 400 żołnierzy.                                                                                           

Problem bezpieczeństwa postrzegany jest w sposób bardzo szeroki, oprócz rozwiązywania kwestii rozprzestrzeniania broni masowego rażenia, reagowania na ataki terrorystyczne czy opracowywania sposobów postępowania w sytuacjach zagrożenia światowego status quo, do jakich może dojść poza granicami NATO, szczególną uwagę organizacja ta zwróciła na kompleksowo rozumianą stabilność w Europie.


Zasadniczym gwarantem bezpieczeństwa powinien pozostać Sojusz Północnoatlantycki, który zbierał doświadczenie przez ponad 50 lat. ONZ nie była w stanie samodzielnie przeprowadzić skutecznej operacji na Półwyspie Bałkańskim, jak też nie miała nic do zaoferowania w przypadku działań prowadzonych w Afganistanie. Siły antykryzysowe natomiast są jedynie w stanie realizować pierwszy typ misji petersberskich, czyli ratowanie rozbitków, lub niesienie pomocy w przypadku klęsk żywiołowych. W przypadku otwartego konfliktu, jeszcze długo potrzebne będą pomoc i środki NATO. Polska powinna popierać komplementarność, a nie konkurencyjność misji europejskich i natowskich.

Według mnie NATO, chociaż często uosabiane i mocno skorelowane z interesami Stanów Zjednoczonych powinno mimo wszystko otrzymać większe prawo do ingerencji zbrojnej w tzw. zagrażających międzynarodowemu pokojowi państwach z kilku względów. Po pierwsze Polska należy do Organizacji Paktu Północnoatlantyckiego i w naszym interesie leży konsekwentne powiększanie zakresu możliwości wszystkich instytucji, których jesteśmy członkami, gdyż w pewnym stopniu zwiększa to moc i znaczenie Rzeczpospolitej na arenie międzynarodowej. Po drugie jak doskonale wiemy z doświadczenia nie opowiadanie się
po żadnej ze stron nie zawsze skutkuje neutralnością (przykład polityki zagranicznej prowadzonej za czasów II Rzeczpospolitej, dyplomacja Józefa Becka). W naszym przypadku, uwzględniając położenie geopolityczne i zaszłości historyczne powinniśmy postawić na trwały i silny związek ze Stanami Zjednoczonymi, chyba, że chcemy powtórki z czasów Związku Radzieckiego, do którego to sfery wpływów zostaliśmy siłą wciągnięci.              

W pierwszym zdaniu Traktatu Waszyngtońskiego czytamy, że Strony traktatu są zdecydowane ochraniać wolność, wspólne dziedzictwo i cywilizację swoich narodów, oparte na zasadach demokracji, wolności jednostki i praworządności. Oczywiście polityka bezpieczeństwa i obrony nadal pozostaje w kompetencji naszych konstytucyjnych władz, realizujemy własne narodowe interesy bezpieczeństwa, ale w ramach północnoatlantyckiego systemu sojuszniczego współdziałania i solidarności. W tym sensie wspieramy wysiłki międzynarodowej społeczności zmierzające do umocnienia bezpieczeństwa nie tylko w Europie, ale i na świecie. W wyniku zakończenia zimnej wojny zmalała naturalnie groźba wybuchu wojny globalnej i niebezpieczeństwo konfliktu ogólnoeuropejskiego, a niepodległy byt chociażby Polski nie jest zagrożony. Nie trudno jednak spostrzec, że współczesny świat jest zaskakujący, nieuporządkowany i wielu może czuć się w nim niepewnie. Aktywizacji uległy liczne ogniska konfliktów, dotąd hamowane konfliktem supermocarstw i związanych z nimi państw. Tym samym komfort psychiczny zapewnia nam jedynie członkostwo w Sojuszu, zmniejszające groźbę agresji przede wszystkim poprzez zwielokrotnienie czynnika odstraszania, bo każdy potencjalny agresor musi liczyć się z możliwością solidarnej reakcji całego paktu.             

Wszystkie rozpatrywane tu kwestie powinny mieć według mnie związek z polskim interesem narodowym, gdyż w przeciwnym razie mogłyby one wydawać się nieuzasadnione do tak szczegółowego rozpatrywania. NATO to w dużej mierze Stany Zjednoczone, ale Pakt Północnoatlantycki to przede wszystkim struktura zrzeszająca także Polskę. Jest ona jej istotnym elementem dopóty, dopóki nasi rodacy przelewać będą krew w egzotycznych krajach, setki mil od domu i najbliższych. Rzeczpospolita to istotny element układanki międzynarodowego pokoju nie tylko, że względu na męstwo i heroizm jej rodaków, ale rozumując bardziej pragmatycznie głównie z powodu położenia geopolitycznego. Korzystnego i niekorzystnego jednocześnie. Szczególnie ostatnio, kiedy to Polska wspólnie z Czechami znajduję się w kręgu zainteresowań U.S.A. dotyczącymi budowy na naszym terytorium wyrzutni rakiet, stanowiących w przyszłości istotny element amerykańskiej tarczy rakietowej.  Konkluzje tu zawarte mogą, co prawda wydawać się bardzo optymistyczne, lecz niestety nie są one takie do końca. Z jednej strony naturalne jest, że we współczesnym świecie zrobienie czegoś samodzielnie jest bardzo trudne nawet dla potężnych państw a co dopiero dla naszego, niewielkiego i dopiero rozwijającego się kraju. Jednak odnoszę niepokojące wrażenie, że Rzeczpospolita będąc przez prawie pół wieku po II wojnie światowej zakuta w łańcuchy socjalizmu, oswobodzona z nich zapomina o zdrowym rozsądku i być może zbyt pochopnie przyjmuję wszelkie zachodnie nowinki. Jeśli władze naszego państwa nie wypracują swojej drogi do zaistnienia na arenie międzynarodowej, nie znajdą swoistego aurea mediocritas, i popadać będą z jednej skrajności w drugą to nigdy nie staniemy się krajem mocnym i silnym, a być może właśnie dzisiaj mamy ku temu niepowtarzalną okazję.

Na niniejszej stronie można - między innymi - znaleźć znaczną liczbę tekstów mojego autorstwa z takich dziedzin jak: prawo, wiedza o społeczeństwie, historia, język polski, język angielski oraz recenzje filmów i stron internetowych :)

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
stat4u