Ustaw jako stronę startową

Witam serdecznie :)

Rzeczpospolita

Rzeczpospolita

Polska to niezwykły kraj. Państwo, które przeszło niemal wszystkie etapy istnienia, jakie tylko można sobie wyobrazić. Od niewielkiego plemienia do silnego organizmu feudalnego, od rozbicia dzielnicowego do potężnego wielonarodowego imperium, od pana do niewolnika, od bogatego pyszałka do skromnego biedaka, od pawia narodów do służebnicy cudzej. Tym trudniej zrozumieć, gdy uzmysłowimy sobie te niezwykłe koleje losu oraz zawirowania historii, dlaczego dzisiaj, gdy Polska, chociaż nie najsilniejsza w całej swej historii, lecz zapewne znacznie mocniejsza zarówno politycznie jak i ekonomicznie niż w przeciągu ostatnich kilku stuleci, traci czas na kłótnie i swary, zamiast spożytkować go, budując silniejszy kraj, marzenie, o którego ziszczenie się walczyli nasi przodkowie.

Czemu współcześnie polskie stronnictwa polityczne i elity intelektualne nie potrafią zjednoczyć się wokół jedynej, słusznej i właściwej idei, jaką powinni się w swoim postępowaniu kierować, zasady bonum commune, a ściślej rzecz ujmując - wokół idei dobra państwa, w którym żyją, narodu, w jakim się wychowali, ziemi mogącej być jeszcze krajem lat dziecinnych setek tysięcy, a może nawet milionów ludzi genialnych i wyjątkowych. Długo można by było się tu rozpisywać o wiekach chwały minionej, o czasach, gdy Rzeczpospolita gromiła potężne państwo Krzyżaków, gdy przeciwstawiała się okrutnemu władztwu najsroższego cara w historii świata – Iwana IV Groźnego, kiedy później jako jedyny najeźdźca w dziejach zdobyła Moskwę, jak zatrzymała ekspansję Imperium Osmańskiego w momencie jego największej świetności, jak dzięki pomocy Boga, własnego heroizmu i ambicji uratowała zachodnią część starego kontynentu przed czerwoną zarazą.

Ja jednak wolę skupić się na II wojnie światowej oraz czasach współczesnych, gdyż to dużo skuteczniej przemawia do świadomości odbiorców niż fakty zdecydowanie starsze, takie jak epoka Piastów, Jagiellonów czy czasy królów elekcyjnych. W dzisiejszych czasach bardzo dużo mówi się i pisze o patriotyzmie, o zdegenerowaniu współczesnej młodzieży, przestępstwach, gwałtach, zabójstwach, popełnianych przez coraz młodszych i w coraz to bardziej, wydawałoby się kiedyś bezpiecznych miejscach, takich jak choćby szkoła czy klasa, pozostawiona bez opieki nauczyciela zaledwie na kilkadziesiąt minut. Oczywistym wydaje się być fakt, iż trzeba coś zmienić w światopoglądzie młodych ludzi, próbować ich ukierunkować, wskazać przykłady wzorów i autorytetów, które starać się powinni naśladować.

Ale nigdy nie wolno zapominać, iż człowiekowi nie można niczego narzucić. Jeśli nawet przyjmie on do swojej świadomości takie zewnętrzne nakazy prawidłowego postępowania, to wcześniej czy później dojdzie do wniosku, że wszystko to, czym się w życiu kierował, jest obce, pozbawione wewnętrznej powłoki i tak naprawdę mało ważne. Gorzej, jeśli taka osoba trafi w ręce zręcznego demagoga, który urobi ją w sposób dla siebie odpowiedni, sugerując odepchnięcie tych poprzednich, cudzych norm na rzecz swoich. Gdy mówimy o tak ważnej potrzebie miłości do narodu, zawsze powinniśmy starać się zachowywać starożytną zasadę aurea mediocritas, gdyż wszystko należy przyjmować rozsądnie i z umiarem. Patriotyzm w skrajnych formach może przyjąć cechy bardziej niebezpiecznego nacjonalizmu, który uważa naród za najdoskonalszą formę życia zbiorowego, niezbędnego do pełnego rozwoju jednostki. Stąd już tylko krok do przekroczenia granicy szowinizmu, wyrażającego się w bezkrytycznym stosunku do własnego narodu przy jednoczesnej pogardzie i niechęci wobec innych, czy rasizmu, według którego wartość człowieka zależy od jego rasy. Z drugiej zaś strony bycie patriotą, przynajmniej według mnie, jest sprzeczne z tytułowaniem się mianem kosmopolity, który uważając się za obywatela świata, odcina się stopniowo od tradycji i kultury narodowej, często wykazując przy tym daleko posuniętą obojętność na problemy i potrzeby własnego narodu.

Ja zawsze uważałem się za patriotę. To słowo, ten tytuł znaczy i wymaga od nas bardzo wiele, szczególnie dla odchodzących już niestety pokoleń naszych rodaków. Piszę w tym miejscu niestety nie tylko dlatego, że powoli odchodzą otaczający nas ludzie. Używam tego określenia głównie ze względu na wartość jednostek, których życie powoli dobiega kresu. Istotne wydaje się być przesłanie, jakie nasi przodkowie ofiarują nam w spadku po sobie. Mam tu na myśli przede wszystkim pokolenie przedwojenne, wychowane w staroświeckiej, lecz bardzo wartościowej i z dzisiejszego punktu widzenia traktowanej jako wzór – szkole. Ludzie, których osobowości ukształtowały się w tamtym burzliwym i trudnym dla II Rzeczpospolitej okresie, nie musieli uczyć się patriotyzmu. Oni sami stali się jego naocznymi świadkami (jako małe dzieci widzieli, jak ich przodkowie brali udział w wielkich powstaniach narodowych, czy zmagali się z armią czerwoną na przedpolach Warszawy). Tamto pokolenie było wręcz przesiąknięte ideą walki w obronie ojczyzny na śmierć i życie, czego najlepszy dowód dało we wrześniu 1939, gdy mężnie stanęło naprzeciw przeważającej armii nazistowsko-sowieckiej.

Przez ciężkie lata II wojny światowej wielu Polaków ginęło, było torturowanych, poniżanych, bitych, głodzonych. Wielu ludzi nie wytrzymywało presji, podawało się, potem gardziło sobą do końca życia bądź popełniało samobójstwo w wyniku – w ich mniemaniu – utraty honoru i zdrady Rzeczpospolitej. Jednak zdecydowana większość wytrzymywała, żyła i – jeśli mieli jeszcze, chociaż trochę siły – walczyła aż do końca, swojego lub wojny. Moi rodacy umierali za Anglię walcząc w słynnych dywizjonach myśliwskich 302 i 303 oraz bombowych 300 i 301 (te dwa ostatnie dokonywały nocnych lotów na niemieckie pozycje na kontynencie), przyczyniając się w znaczący sposób do odparcia ataku Luftwaffe i pokrzyżowania planów Hitlera (fiasko operacji Orzeł „Adler”), brali udział w wyzwalaniu Włoch oraz w niezwykle krwawej bitwie pod Monte Cassino.

To genialni polscy matematycy M. Rejewski, J. Różycki oraz H. Zygalski zdołali rozszyfrować niemiecką maszynę szyfrującą – Enigmę i w istotny sposób przyczynili się tym samym do szybszego zakończenia wojny w Europie. Alianci mogli, opierając się na tej technologii, wyprzedzać znaczną część posunięć III Rzeszy, która nigdy nie odkryła, w jaki sposób koalicja antyhitlerowska potrafiła wyprzedzić niemieckie operacje. Jestem niezwykle dumny z moich rodaków, którzy, w przeciwieństwie do wielu innych narodów europejskich, nie siedzieli z założonymi rękoma, tylko aktywnie brali udział w walkach z państwami osi, przyczyniając się tym samym do szybszego i skuteczniejszego pokonania imperium zła Adolfa Hitlera. Przez ponad pół wieku po wojnie żołnierze Armii Krajowej, bohaterowie walki za naszą ojczyznę, byli szykanowani, poniżani i traktowani jak ludzie drugiej, a może nawet i trzeciej kategorii, których jedyną „nagrodą” otrzymaną od komunistycznego reżimu, były niesprawiedliwe, zakłamane i pozbawione racjonalnych podstaw procesy oraz długie i ciężkie wyroki. Wielu wybitnych dowódców naszego wojska, chociażby gen. Stanisław Maczek, gen. Stanisław Kopański czy gen. Władysław Anders, poetów, ludzi kultury i nauki, którzy szczęśliwie przeżyli wojenną zawieruchę, było w Polskiej Republice Ludowej traktowani jako persona non grata. Tym samym nie dość, że okupantom udało się przeprowadzić akcje takie jak nazistowska AB czy mord polskich oficerów przez sowietów w Katyniu, ale dodatkowo jeszcze duża grupa polskiej inteligencji została w swoisty sposób pozbawiona ojczyzny, przy zachowywaniu pozorów, że wszystko przebiega jak najbardziej zgodnie z międzynarodowym prawem i demokratycznymi ustaleniami wielkich światowych mocarstw.

W III Rzeczpospolitej, wydawać by się mogło wolnej i demokratycznej, przez wiele lat praktycznie nie poruszano tematów prawdy historycznej, lustracji czy problemów wypaczeń, jakie pozostawił w głowach milionów Polaków ponad półwiekowy okres zależności Warszawy wobec Kremla. Dopiero stosunkowo od niedawna mamy do czynienia z normalnym, tzn. obiektywnym traktowaniem i interpretacją faktów z przeszłości naszego narodu, szczególnie tej najnowszej. Według mnie polityka tzw. „grubej kreski” podjęta przez rząd pierwszego niekomunistycznego premiera Polski po drugiej wojnie światowej – Tadeusza Mazowieckiego – był krokiem zdecydowanie nieprzemyślanym, spontanicznym, mającym na celu zapewnienie sobie (tzn. rządowi) możliwości przeprowadzenia niezbędnych i obsadzenia określonych stanowisk. Chociaż modyfikacje ustrojowe były i nadal są niezwykle ważne dla naszego państwa, to moim zdaniem podjęto je za cenę pewnego zapomnienia czy świadomego przeoczenia w faktach i wydarzeniach, rozgrywających się przez ostatnie pięćdziesiąt lat w dużym i mającym tragiczną przeszłość kraju nad Wisłą. Uważam, że dopiero postępowanie obecnego prezydenta Rzeczpospolitej, a wcześniej Warszawy, pozwoliło na stworzenie czegoś w rodzaju nowej, prawdziwej polskiej polityki historycznej. Warto tu zaznaczyć, iż ojciec Lecha Kaczyńskiego brał udział w powstaniu warszawskim, które zresztą przeżył.

Sposób rządzenia jego synów w naszym kraju zawiera w sobie bardzo dużo elementów patriotycznych i czysto katolickich, co moim zdaniem – pomimo różnych animozji – powinno nas jednoczyć, a nie dzielić. Uważam, że Muzeum Powstania Warszawskiego – polska świątynia bohaterstwa i męczeństwa stanowi swoistego rodzaju hołd złożony wszystkim tym, którzy walczyli, ginęli i modlili się o wolną i niepodległą ojczyznę, a z których większości nie było dane dożyć otwarcia tego wspaniałego obiektu na warszawskiej Woli. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, czym dla ludzi „z tamtego okresu” stało się otwarcie żywego muzeum, upamiętniającego historię ich i zniewolonej, choć niezwyciężonej Warszawy oraz Polski. Jan Nowak – Jeziorański, słynny „kurier z Warszawy” powiedział w grudniu 2004 r.: Jestem szczęśliwy, że u schyłku mego życia powstała instytucja, której celem Jest utrwalenie najbardziej znaczącego ogniwa w łańcuchu doświadczeń mego pokolenia. W księdze pamiątkowej w jednym z wpisów Wisławy Skłodowskiej, sanitariuszki Kedywu AK czytamy: Nie ma takiego muzeum na całym ogromnym świecie, które napisane zostało samym sercem... Sercem Polski... I nie tylko Polski tej, która była, ale i tej, która jest w sercach dzisiejszej najlepszej młodzieży. Słowa tych osób, które uczestniczyły w walce o wolną Polskę świadczą o dwóch, niezaprzeczalnych faktach. Po pierwsze weterani II wojny światowej czekali na budowę żywego pomnika ich doświadczeń niemal całe swoje życie. Po drugie, co jest chyba znacznie ważniejsze, doczekali się wspaniałego miejsca, które z powodzeniem staje się powoli polskim materialnym ołtarzem duchowych przeżyć prawdziwych polskich patriotów.

Ja sam, kiedy byłem w Muzeum Powstania Warszawskiego, byłem pod ogromnym wrażeniem rozmachu i przygotowania i to nie tylko merytorycznego – przewodników. Nad wejściem do tego niezwykłego miejsca pamięci widnieje napis: Chcieliśmy być wolni i wolność sobie zawdzięczać. To słynne słowa Jana Stanisława Jankowskiego – delegata rządu na kraj, Po wojnie niesłusznie oskarżonego i skazanego przez sowietów w tzw. procesie moskiewskim, zmarłego w radzieckim więzieniu. Ta jedna linijka tekstu, zdanie krótkie i proste, pozbawione niezrozumiałych treści, stanowi esencję walki, determinacji i wiary ludzi, których w znacznej większości nie ma już pośród nas w sposób czysto fizyczny, ale mentalnie i ideowo żyją oni ciągle – i zapewne żyć będą wiecznie w naszych sercach i umysłach. Kiedy wraz ze swoją klasą spacerowałem po muzeum, podziwiając jego wszystkie, nawet najdrobniejsze elementy, byłem zdumiony. Początkowo tym, ile czasu i energii zużyto na przygotowanie poszczególnych obiektów, eksponatów i wystaw. Warto tu chociażby wspomnieć o amerykańskim samolocie B – 24 Liberator, odtworzonym i zawieszonym w muzeum w skali 1:1 czy makiecie kilkunastometrowego odcinka warszawskich kanałów z czasów walczącej stolicy. Na niezwykły szacunek zasługują ludzie, którzy wykazali ogromną determinację, zdobywając wiele cennych projektów i map niezbędnych do przygotowania wystawy, mogącej przemówić całą swoją głębią do wyobraźni zwiedzających. Myślę tu chociażby o planach konstrukcyjnych wymienionego wcześniej samolotu B – 24 Liberator, niosącego z baz w dalekich Włoszech pomoc w postaci zaopatrzenia w żywność i broń dla walczącej z hitlerowskim okupantem Warszawy. Rząd Stanów Zjednoczonych dopiero niedawno zgodził się przekazać

Polsce te unikalne projekty, konieczne dla montażu latającej fortecy. Zobaczyłem w oczach ludzi, pracujących w tym niezwykle pięknym ideowo i potrzebnym, szczególnie młodym, słabo obeznanym z kulturą i historią naszym rodakom obiekcie, niezwykły zapał, chęć i wolę jakiegoś rodzaju podziękowania pokoleniu swoich dziadków (w muzeum pracują przede wszystkim ludzie ok. trzydziestki lub czterdziestki), którzy marzyli o wolnym państwie, zamieszkałym przez nieskrępowanych niczym obywateli. Wizyta w miejscach takich jak namiot śmierci, gdzie przechowywane są tabliczki z ekshumacji i sekcji zwłok, wywołuje w zwiedzających poczucie smutku i współczucia, ale jednocześnie chęć odwetu. Przynajmniej moralnego zadośćuczynienia ze strony oprawców, którzy niegdyś w tak nikczemny sposób zabijali nie tylko walczących żołnierzy czy powstańców, ale przede wszystkim bezbronnych cywili oraz małe, niczemu niewinne dzieci. Im nie przywrócimy już życia, a większość ich katów albo już nie żyje, albo właśnie dogorywa w pogardzie prawdziwych, kierujących się moralnością ludzi, czy też w blasku neofaszystowskich organizacji, które rosną za Odrą jak grzyby po deszczu. Uważam, że tego typu placówka jest Polsce niezwykle potrzebna, szczególnie dzisiaj, w okresie, w którym różne stronnictwa i ugrupowania, działające w państwach niegdyś nas okupujących, próbują wmówić nieświadomej naszej historii społeczności międzynarodowej, że to nie oni, a my jesteśmy oprawcami. Szkoda tylko, że muzeum otwarto dopiero 60 lat po powstaniu i 15 lat po obaleniu komunistycznego reżimu, kiedy to już większość z uczestników tego niezwykle heroicznego polskiego zrywu już niestety nie żyje.

Pamięć o naszych przodkach to rzecz niezwykle istotna. Historia to przekazywanie z pokolenie na pokolenie wiedzy o najważniejszych faktach z przeszłości. Naród bez swojej tożsamości umiera. Polska pozbawiona świadectw przeszłości – to marzenie wielu państw nie tylko kiedyś (stalinowska zbrodnia katyńska, nazistowska akcja AB), ale także i dziś. W powstaniu warszawskim, trwającym 63 dni poległo ok. 17 tys. powstańców i 200 tys. ludności cywilnej. Na roboty do Niemiec wywieziono ok. 550 tys. warszawiaków, a do oflagów i stalagów ok. 60 tys. Warszawa została zniszczona w ponad 85 procentach. Gdy Polacy zmagali się z nazistami, po drugiej stronie stał kolejny wrogi reżim – stalinizm. Obserwował i czekał, żeby dobić tego, kto zwycięży. Można powiedzieć, że powstanie nie spełniło swojego zasadniczego celu - upadło, a tych, którzy przeżyli, czekały zakłamane procesy i niesprawiedliwe wyroki. Na pewno wiele krwi i mnóstwo wybitnych osobowości zginęło w tej i w wielu innych walkach z najeźdźcą. Prawdopodobnie, gdyby Polacy nie byli tak nieugięci, silni i głodni wolności, byłoby nas dzisiaj więcej. Warszawa jak i cały nasz kraj byłby w lepszym stanie. Może nie należelibyśmy do strefy wpływów ZSRR i otrzymalibyśmy pomoc w ramach planu Marshalla.

Jedno wiem na pewno, gdyby nie nasi przodkowie, nasi waleczni dziadkowie i pradziadkowie, żylibyśmy może dostatniej, ale wstydzilibyśmy się spojrzeć sobie, jako naród, w twarz. Czulibyśmy się jak kukły, które jedynie innym zawdzięczają to, co posiadają. Istnieją na tym świecie rzeczy, których nie mierzy się w pieniądzach, tylko w cnotach i sile charakteru. Nasz naród posiada największą z nich wszystkich – niespotykane nigdzie indziej męstwo. Kiedy zwiedzałem Muzeum Powstania Warszawskiego, widziałem młodych ludzi pełnych zapału do przekazywania zwiedzającym swojej ogromnej wiedzy na temat historii Polski. Gdy patrzyłem na niezwykle zaciekawione twarze gości odwiedzających tę placówkę, kiedy słyszałem rytmiczny, bijący jak żywe ludzkie serce kamień – centrum dawnej stolicy, dziś główny element jej nowej chluby - żałowałem tylko jednej rzeczy. Było mi przykro, że mój dziadek nie może tego zobaczyć. W czasie II wojny światowej brał udział w zmaganiach z nazistowskim wrogiem jako żołnierz Armii Krajowej.

Po „wyzwoleniu” Polski przez sowietów nie ujawnił się. Wiedział, czym to się może skończyć. Chociaż zmarł już w wolnym i niepodległym kraju (w 1992 r.), to mimo wszystko nigdy po zakończeniu zmagań wojennych nie dostał
nagrody ani odznaczenia. Wolał nie zostawiać rodziny, bo idee ideami, ale ujawniając się w okresie stalinowskiego reżimu mój dziadek, o ile by w ogóle przeżył proces i więzienie, byłby wrakiem człowieka, a ja zapewne nigdy bym tego tekstu nie napisał. Marzę o tym, żeby Polska była w przyszłości mocarstwem. Zarówno pod względem ekonomicznym, jak i politycznym i intelektualno-kulturalnym. Chciałbym, by nasi rodacy mogli mówić, że są dumni z Rzeczpospolitej, by więcej ludzi zostawało w naszym kraju i by mniej osób narzekało na swoje codzienne życie. Wiem, że wydaje się, że są to tylko puste frazesy wygłaszane przez polityków przy okazji każdych kolejnych wyborów. Słowa bez wartości, którymi dzień w dzień jesteśmy wręcz bombardowani przez „elity” władzy, nieustannie walczące o swój wyborczy elektorat Ja jednak wierzę w to, że kiedyś nadejdzie dzień, w którym każdy obywatel Rzeczpospolitej powie, że nie zamieniłby kraju, w którym mieszka na żaden inny. Kiedy patriotyzm, tak często i chętnie deklarowany przez nas w różnego rodzaju sondażach i badaniach opinii publicznej, znajdzie swoje odzwierciedlenie również w praktyce.

Gdy każde święto narodowe będzie w domach Polaków czasem niezwykłym i gdy dzieci nie będzie trzeba odgórnie uczyć ani patriotyzmu, ani dobrych manier. Jestem przekonany o tym, że kiedyś ten czas nadejdzie. Nie mogę powiedzieć, kiedy. Może za rok czy za dziesięć lub dwadzieścia lat. Nie jestem w stanie obiecać, że od razu wszyscy będą zadowoleni i szczęśliwi. Trudno określić, jak gwałtownych reform wymaga nasz kraj, by to osiągnąć. Jednak z całą pewnością mogę powiedzieć, że jeśli każdy z nas zmieni coś w swoim życiu na lepsze, wtedy na pewno Rzeczpospolita odzyska dawny blask największego imperium w tej części Europy, a być może stanie się państwem tak silnym, jak nigdy wcześniej w dziejach. Ja na pewno będę się starał, by nie przynieść Polsce wstydu, ani w kraju, ani poza jego granicami. Zawsze powtarzam sobie, trochę sparafrazowane słowa charyzmatycznego amerykańskiego prezydenta: Nie pytaj, co Rzeczpospolita może zrobić dla ciebie, spytaj, co ty możesz zrobić dla Rzeczpospolitej ...
 
Na niniejszej stronie można - między innymi - znaleźć znaczną liczbę tekstów mojego autorstwa z takich dziedzin jak: prawo, wiedza o społeczeństwie, historia, język polski, język angielski oraz recenzje filmów i stron internetowych :)

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
stat4u